wtorek, 14 lutego 2017

Rozdział 23 cz. 1 - Odejdź

Leon

W takiej sytuacji czekanie byłoby bez sensu. Nie mogłem bezczynnie stać pod drzwiami więc szybko ogarnęłem się i powiedziałem o wszystkim Fede. Robiło się już ciemno więc wsiadłem do samochodu i pojechałem w stronę lotniska za Violettą. Nie wiem co tym razem sobie ubzdurała, ale nie mogę pozwolić na jej wyjazd. Na pewno nie teraz. Czuję się za nią odpowiedzialny. Niewiele już nam zostało. Mamy tylko siebie. Nawet nie wiem jak musi się czuć Violetta po tej całej historii z porwaniem. A do tego German niczego jej nie ułatwia. Nie mogę pozwolić by mnie opuściła. Nie chcę też by opuszczała Buenos Aires. Nie warto, jej prześladowcy powinni trafić za kratki. I trafią. Dopilnuję tego.
Dotarcie na miejsce zajęło mi niewiele czasu. Wbiegłem do hali odlotów, ale następny samolot odlatywał dopiero za trzy godziny. To miał być nasz lot. Zacząłem rozglądać się za Vilu, ale bez rezultatów. Lotnisko było pełne ludzi przemieszczających się z walizkami. Bez dłuższego zastanawiania się skierowałem się do kasy, aby spytać ekspedientki czy się tu nie pojawiła jednak nie przyniosło to rezultatu. Po namyśle wróciłem na parking. Możliwe że przesiaduje teraz u Fran albo Camili. Lepiej to sprawdzić.
   Kiedy zobaczyłem z oddali swoje ferrari zauważyłem że na szybie leży jakaś kartka. Przyspieszyłem i wziąłem ją do ręki. Pochyły napis na zeszytowym papierze głosił: " Już jej nie znajdziesz". Nie mam wątpliwości, że chodzi o Violettę. Musiało się coś stać. Teraz rozumiem jej dziwne zachowanie. Nie miałem pojęcia gdzie mogła się podziać a co dopiero biorąc pod uwagę niobliczalność Tomasa. Wiem, że to on, to brzydkie pismo mówi same za siebie. Jeśli coś jej się stało to nigdy sobie tego nie wybaczę.
Nie byłem na lotnisku zbyt długo więc dochodzę do wniosku, że nie mógł się za bardzo oddalić. Po wypadku z motorem, nie chcę ryzykować wsiadania do auta po jego uprzedniej obecności. Mógł przebić opony lub co gorsza przeciąć mi hamulce. Postanawiam iść pieszo. Jestem tylko kilka ulic od Studia kiedy słyszę jej krzyk. Momentalnie zrywam się biegiem. Znajduję ją w wąskiej uliczce. Stoi spanikowana pod ścianą a nad nią pojawia się postać cała skryta w mroku. Biegnę w tamtą stronę. Natychmiastowo rzucam się na oprawcę. Słyszę strzał, a potem czuję że ktoś skoczył mi na plecy, odtrącam go i biegnę dalej. Muszę ją uratować. Widzę, że Violetta leży na ziemi. Osoba którą przed chwilą widziałem ucieka dalej w ciemnej alejce. Muszę uspokoić puls. Klękam i biorę Violettę na ręce. To była głupota, żeby pozwolić jej iść samej. Co ja teraz zrobię?


Hej kochani :) Przesyłam Wam cząstkę rozdziału opisaną dwa lata temu. Niestety razem z popsutym telefonem większość moich starych notatek przepadła, ale zabieram się za to od nowa. Jak tam V-lovers? Nadal tu jesteście?